Przejście w Tatrach
Mountains:
Tatry Wysokie
Dolina:
Zadnia Jaworowa
Miejsce:
Jaworowy Szczyt
Name of the route:
Epopeja Jaworowego
Scale:
V
Time:
10h20min
Date:
2026-07-30
Comments:
Rzecz działa się w roku 1932. Stanisławski, pokłócony z połową taternickiego świata i nieoglądający się na opinie innych, nadal realizował swoje koncepcje. Pojęcie wszechobecnej dziś siatki dróg na każdej ścianie jeszcze nie istniało. Niektóre ściany miały co prawda już po dwie drogi (jak zachodnia Łomnicy), ale większość tylko i wyłącznie jedną, a o trzech nikt nawet nie wspominał. Tzw. konstruktywizm w taternictwie, zakładający poszukiwanie logicznych, prostych i narzucających się terenowo linii, dopiero raczkował. W taki właśnie sposób Stanisławski przemierzał Tatry, poszukując „lepszych” rozwiązań ścian niż drogi pierwotne. Z czasem zauważył, że jeśli jakaś ściana ma bardziej skomplikowaną strukturę – przykładowo w masywie znajdują się dwa niezależne wierzchołki i przełęcz między nimi – to warto poszukiwać linii wyprowadzających na każdy taki punkt. Być może nie był to wcale precyzyjny plan, a rzecz, która zrodziła się w trakcie kolejnych wspinaczek. Akcja działa się na północnej ścianie Jaworowego Szczytu, gdy punkty takie jak Pośredni Jaworowy Szczyt (PJS) czy Jaworowa Szczerbina (między Wielkim a Pośrednim) nie były jeszcze nazwane. Ścianą tą prowadziła jedynie droga pierwszych zdobywców (Komarnickiego i Martina) z 1908 roku. Rozpoczyna się ona w prawej, dolnej części ściany PJS u wylotu północnego żlebu Rozdziela i przecina diagonalnie całe urwisko aż po główny wierzchołek, czyli dzisiejszy Wielki Jaworowy Szczyt (WJS).Mając tego świadomość, Stanisławski postanowił zmierzyć się ze ścianą głównego wierzchołka (WJS). Wraz z Janem Staszlem weszli w ścianę na lewo od wylotu wielkiej depresji oddzielającej obie połacie (WJS od PJS). Wyżej płytowe urwisko zepchnęło ich w stronę wspomnianej depresji, jednak z premedytacją do niej nie weszli – minąwszy wielkie płyty, udali się wprost na wierzchołek. Tak powstała pierwsza droga Stanisławskiego na Jaworowym Szczycie (WHP 2373).Kilka tygodni później, podbudowany ogromnym sukcesem przejścia północnej ściany Małego Kieżmarskiego Szczytu, wrócił do Doliny Jaworowej, tym razem z Pawłem Voglem. Skoro miał już swoją drogę na głównym wierzchołku Jaworowego (WJS), przyszedł czas na drogę na jego niższym, zachodnim wierzchołku (PJS). Powstała linia przecinająca drogę pierwszych zdobywców (Komarnicki-Martin), która wyżej prowadziła słynnym Wariantem Kordysa (poprowadzonym w 1909 roku przez Kordysa i Znamięckiego – był to jeden z pierwszych wyciągów o trudnościach V w Tatrach, zrobiony pierwotnie z elementami techniki hakowej [chwyt z haka, żywe drabiny], niepowtórzony do 1932 roku). Wiesław prawdopodobnie dopiero w trakcie wspinaczki zrozumiał, że przez krótką chwilę idą po śladach sprzed 23 lat, a Wariant Kordysa udało im się przejść klasycznie. Wyżej kierowali się jednak w górę, w kierunku obranego celu (Kordys i Znamięcki skręcili w lewo do drogi Komarnicki-Martin). W ten sposób powstała druga droga Stanisławskiego (WHP 2369).Następnego dnia wspinali się nieopodal, na Pośredniej Kapałkowej Turni, jednak już kolejnego ponownie zjawili się pod ścianą Jaworowego Szczytu. Do kolekcji brakowało jeszcze depresji oddzielającej obie połacie jego północnej ściany – depresji Jaworowej Szczerbiny, jakbyśmy dziś powiedzieli. Tak powstała trzecia droga Stanisławskiego (WHP 2372). Wszystkie były „nadzwyczaj trudne”, a powstały w przeciągu zaledwie pięciu letnich tygodni 1932 roku. Gdy wieczorem 16 sierpnia siedzieli wraz z Voglem w szałasie w Dolinie Jaworowej, Stanisławski wypowiedział jedne z najbardziej znanych słów w historii taternictwa: „Epopeja Jaworowego skończona”. Wiemy to dzięki relacji samego Vogla: „Wielki ogień pożerał pnie kosówki przed szałasikiem u podnóża Jaworowych Turni. Szczyty noc zlała w jedną czerń. Wiesław, siedząc na głazie w czerwonym blasku ogniska, powtarzał ulubione słowa: »epopeja Jaworowego skończona« — i cieszył się, że trzema nowymi drogami rozwiał legendę tych ścian”. Drogi w oryginale nie przetrwały próby czasu. W szczególności linię na PJS zniszczyły masywne obrywy z lat 1938–1940. Nie da się jej powtórzyć w oryginalnym przebiegu, jednak istnieją warianty współczesne, rozwiązujące problem nieistniejących fragmentów. Pozostałe dwie miały więcej szczęścia – a może po prostu ściana samego WJS jest współcześnie mniej krucha. Środowisko zupełnie nie rozumiało wówczas idei prowadzenia tylu dróg „na jednej ścianie”. Po prostu nie było gotowe na to, co miała przynieść przyszłość. To nie pierwszy przecież raz, kiedy Wiesław – świadomie lub nie – jako pierwszy wprowadzał w Tatrach procesy, które z czasem stały się fundamentem taternictwa. Gdy po raz pierwszy usłyszałem o Jaworowym A.D. 1932 (choć wówczas nie miałem jeszcze pojęcia, dlaczego zrobił aż trzy drogi), od razu pomyślałem, że to niesamowita historia. Nie mogłem jednak wtedy przewidzieć, że kiedyś dołożę do nich własną puentę. W ścianę Pośredniego Jaworowego wszedłem o 8:30, by na wierzchołku zameldować się dokładnie o 12:30. Praktycznie od razu rozpocząłem zejście Żlebem Stanisławskiego, osiągając piargi po 3 godzinach wspinania w dół. Wtedy, po 7 godzinach akcji, odpocząłem przez 30 minut, by o 16:00 wejść w Komin Stanisławskiego, który ukończyłem o 18:50. W ten sposób, po 10 godzinach i 20 minutach od startu, mogłem śmiało sparafrazować Stanisławskiego, mówiąc w myślach: „Epopeja Jaworowego skończona”. Tak powstała historyczna łańcuchówka, której nazwę – Epopeja Jaworowego – nieświadomie podsunął sam Stanisławski. Składa się ona z trzech dróg, oferując 1260 m wspinania (z czego w moim przypadku 845 m w górę, a 415 m w dół): droga Stanisławskiego na Pośrednim Jaworowym Szczycie (WHP 2369, V, 4h, wariantami współczesnymi), Żleb Stanisławskiego na Jaworowej Szczerbinie (WHP 2372, V, 3h) oraz Komin Stanisławskiego na Wielkim Jaworowym Szczycie (WHP 2373, IV+, 2h 50min). Żleb Stanisławskiego przechodziłem już wcześniej, pozostałych dwóch linii nie znałem z autopsji, jednak na poziomie przygotowania teoretycznego znałem je doskonale (o tym za jakiś czas). Całość pokonałem, jak zawsze, bez asekuracji i bez sprzętu.
Who:
Greg
Post date:
2026-07-31
